Kategorie: Wszystkie | Animacja | Czekamy na... | Do obejrzenia | Film | Informacja | Książka
RSS
wtorek, 12 lipca 2011
80 dni (80 egunean 2010)

80 dni

Kino, a szczególnie to popularne, bardzo rzadko zajmuje się tematem starszych ludzi. Jeżeli już w jakimś obrazie się pojawiają, to przeważnie są siedzącymi cicho w fotelu staruszkami, którzy od czasu do czasu rzucą dobrą radę. Nikt nie stara zająć się ich życiem codzienny, a jak udowadnia 80 dni te również może być ciekawe.

Wspomniany film jest dziełem mocno oryginalnym. Nie dość, że opowiada o emerytach, to w dodatku opowiada o miłości, w dodatku o miłości o różnych obliczach . Nie znajdziemy więc tu typowo romantycznej opowieści, o przypadkowo spotykających i zakochujących się w sobie osobach. W 80 dni główne bohaterki mają już wiele lat za sobą. Mają rodziny, zobowiązania. Sytuacja jest mocno skomplikowana, a przez to niezwykle ciekawa.

Dodatkowo film pokazuje nam jak różnie może wyglądać codzienne życie starszych ludzi. Pokaże nam różne podejścia do starości. Ja momentami myślałem: Chcę być taki, gdy będę w tym wieku.

Film posiada też wiele ładnych obrazów. Sielankowych, romantycznych. Miło obserwuje się toczącą przed naszymi oczami historię, a wydarzenie mimo dość prostej fabuły wciągają i trzymają przy ekranie. Nie ma mowy o nudzie i ziewaniu.

Ocena: 4,5/5 



niedziela, 20 lutego 2011
Skyline (2011)

Plakat: Skyline

Mam słabość do bajek, a szczególnie do bajek opowiadających o spotkaniach z obcymi. Gdy zobaczyłem więc trailer Skyline, w którym wielkie statki wynurzają się z nieba, uznałem że może to być ciekawa do zobaczenia podróbka dnia niepodległości. Niestety jak to bywa ze słabościami, prowadzą do popełniania błędów, w tym wypadku do obejrzenia Skyline.

Prawdopodobnie, gdyby film był tworzony jakieś 20-30 lat temu zamiast Skyline, został by nazwany Mózgo-porywacze. Tytuł idealnie oddawał by fabułę jak i poziom filmu.

Jak można się domyślić głównym wątkiem jest atak obcych, ale oprócz tego scenarzyści musieli też wpleść małżeńską zdradę, kobietę w ciąży ( z obowiązkową sceną kłótni o dziecko) itp. Wszystko to dorzucone tak na doczepkę, żeby było, nie tworzy żadnej spójnej całości. Dodatkowo w filmie jest pełno nielogicznych sytuacji, takich jak znikające żaluzje, błyskawicznie zmieniające się pory dnia czy też panikujący bohater...bez oznak paniki. Aby się nie wyróżniać główna fabuła filmu trzyma ten sam poziom, czyli jest całkowicie chaotyczna, nielogiczna i nieczytelna dla widza.

Do poziomu scenariusza doskonale dobrani zostali aktorzy, którzy są sztuczni i nienaturalni jak cały film.

Na szczęście to co najważniejsze w tym filmie, czyli obcy zostali zrobieni dość ładnie. Modele są ciekaw, dość dobrze zaanimowane, więc jest na co popatrzeć. Ładnie do scen dobrano też muzykę, tak że scena pierwszego ataku ludzi na obcych, wyrywa widza na chwilę ze snu, ale jest to około 5 minutowa przerwa w trakcie całej 94 minutowej drzemki.

Podsumowując, czuję że straciłem dzisiaj z portfela 27zł i 1,5h mojego bezcennego czasu. Czuję, że gdybym zrobił tak jak pan z ostatniego rzędu i zaraz po drętwym wstępie zapadł w sen, straciłbym trochę mniej.

Ocena: 1/5

 

niedziela, 16 stycznia 2011
Zabiłem moją matkę (J'ai tue ma mere 2009)

Plakat: Zabilem moją matkęZabiłem moją matkę jest debiutanckim filmem dwudziestoletniego reżysera, aktora Xaviera Dolana. Autobiograficzny obraz, jest studium jego stosunków z matką, których nie można określić mianem dobrych, za to jak na tak młodego reżysera zaskakuje bardzo dobry sposób przedstawienia konfliktu.

Widzowie stają się świadkami wojny, która toczy się między Hubertem, a jego matką. Większość wydarzeń pokazana jest z perspektywy głównego bohatera, tak więc oprócz konfliktu pomiędzy nim a rodzicielką, jesteśmy również świadkami jaki wpływ wywiera ta sytuacja na Hubercie. Śledzimy jak kształtują się jego przemyślenia, marzenia, nadzieje.

Duże znaczenie w debiutanckim dziele Xaviera ma obraz. Często w celu podkreślenia jakiejś sytuacji pojawiają się bardzo duże zbliżenia bohaterów, spowolnienia, bądź nawet statyczne sceny. Wszystko to powoduje, że klimat filmu bardzo dobrze dociera do widza i wpływa na niego emocjonalnie. Przeżywamy kolejne kłótnie, a nawet odczuwamy żal, bądź złość w stosunku do głównych bohaterów.

Muszę przyznać, że zaskoczyło mnie to  jak emocjonalnie odebrałem film, mimo iż w żaden sposób nie mogłem się utożsamiać z przedstawioną tam sytuacją. Obraz wciągnął mnie tak że praktycznie  nie oderwałem wzroku od ekranu (choć to akurat może też być zasługą wyglądu samego głównego bohatera ;) ), mimo iż kinowa sala była mała, duszna,  a pan obok podobno cały czas głupio komentował film. Ot wciągneło mnie! I jest to chyba najlepsza rekomendacja dla filmu.

Ocena: 4/5

poniedziałek, 03 stycznia 2011
Trois petits points

Intrygująca,  francuska animacja:

 

czwartek, 30 grudnia 2010
Maczeta (Machete -2010)

Maczeta - plakat

Film zaczyna się fragmentem ustylizowanym na stary, bardzo niskiej jakości film akcji. Po takim początku zaczynamy spodziewać się parodii. Nasze oczekiwania częściowo są słuszne, ale tylko częściowo bo momentami ciężko jest zgadnąć czy film udaje tani film akcji, czy nim rzeczywiście jest.

Mamy więc beznadziejnie prostą, głupią i oklepaną fabułę, osiłka który morduje wszystko co stanie na jego drodze, piękne kobiety i dużo akcji. Do tego dodano trochę humoru, garstkę dobrych aktorów i kilka niezłych powiedzonek oraz scen.

Sceny walki oglądamy z przyjemnością. Są ciekawie zaplanowane, przerysowane i pełne scen ocierających się o gore. Ręce, głowy i inne kończyny latają gęsto, jednak, gdy już opadną zaczyna wiać nudą. Fabuła jak przystało na film trzeciej kategorii nie potrafi nas ani wciągnąć, ani zaskoczyć. Postacie kreowane przez wybitnych aktorów, takich jak Robert De Niro też nie ratują sytuacji. Owszem, grają dobrze, ale w tym wypadku sama aktorska nie przyciągnie nas do ekranu.

Wszystko to powoduje, że Maczeta jest filmem nudnym, który momentami zaskakuje nas bardzo pozytywie. Jednakże te małe zaskoczenia nie są w stanie uratować sytuacji. Wielka szkoda, że pomysł, który mógł wyprodukować miłą dla oka siekankę, okazał się raczej słabym filmem.

Ocena: 2,5/5

niedziela, 19 grudnia 2010
Szelmostwa niegrzecznej dziewczynki - Mario Vargas Llosa

Okładka: Szelmostwa niegrzecznej dziewczynki

O tegorocznym nobliście, Mario Vargas Llosa słyszałem nie raz dużo pochlebnych opinii, a przyznanie mu tak prestiżowej nagrody uznałem za doskonała okazję do zapoznania się z jego twórczością.

Książka od której zacząłem poznawanie noblisty została wybrana dość przypadkowo, kolega miał ją i chętnie wypożyczył do przeczytania. Jak na wybór w ciemno, ten okazał się bardzo trafny.

Szelmostwa niegrzecznej dziewczynki jest jedną z najoryginalniejszych powieści miłosnych jaką czytałem. Nie jest wyłącznie romantyczną i tragiczną opowieścią, ale dziełem w którym miłość, seks i pieniądze przeplatają się nawzajem i tworzą nierozerwalną całość.

Przez większość czasu czytelnik będzie nienawidził tytułową bohaterkę, będzie jej złorzeczył i gardził jej kochankiem za jego postępowanie. Jednak wśród tych uczuć w pewnym momencie zada sobie pytani czym jest prawdziwa miłość i jak powinna wyglądać. Jak ją rozpoznać? Jakie są granice, do których może się posunąć zakochana osoba. Wszystkie te pytania pojawiają się całkowicie niewymuszenie w czasie lektury.

Oprócz nasuwania wielu filozoficznych rozmyślań Mario Vargas Llosa uplótł również mocno wciągającą fabułę, którą urzeczywistnił, przez dokładne, interesujące opisy. Ja cały czas żywo reagowałem na opisywane w książce zdarzenia, które czasem są tak niesamowite i nieprawdopodobne, że zastanawiałem się czy autor czasem nie pisze o swoich przeżyciach.

Ocena: 5/5

poniedziałek, 05 lipca 2010
Terminator: Ocalenie (Terminator Salvation 2009)

Terminator Salvation - plakatPo obejrzeniu 3 części terminatora byłem pozytywnie zaskoczony. Prawdopodobnie dla tego, że nastawiałem się na strasznie słaby film. Ze względu na te pozytywne wspomnienia postanowiłem sprawdzić jak miewa się seria, gdy nie ma w niej już Arnolda.

Fabuła Terminator:Salvation dzieje się w przyszłości, gdy świat został już opanowany przez Skynet, a pozostali przy życiu ludzie walczą z maszynami o swoje przetrwanie. W znacznym stopniu zgadza się ona z tym co znamy z poprzednich części serii, choć pojawiają się małe niezgodności dat, ale nie powinno to nikomu przeszkadzać w oglądaniu. Większą przeszkodę stanowi nuda i przewidywalność fabuły. Z góry wiemy jaki będzie wynik walki. Parę szczegółów pojawiających się w trakcie filmu, może nas zaskoczyć, ale nie na tyle, by fabuła wciągnęła i okazała się interesująca. Ot kolejny film akcji.

Wiadomo jednak, że na taki film nikt nie wybiera się by zostać oczarowany skomplikowaną i nietuzinkową fabułą (choć było by to bardzo przyjemne zaskoczenie), a raczej wciśnięty w fotel szybką i widowiskową akcją. Jeżeli chodzi o tępo, to akcja jest zdecydowanie szybka. Strzałów pada sporo, trup i złom ściele się gęsto. Jeżeli zaś chodzi o stronę  wizualną, to robotów jest sporo, eksplozji też całkiem niezła ilość, ale wszystko raczej tak trochę poniżej standardu. Nie zachwycimy się jakimiś nietuzinkowymi akcjami i niewidzianymi dotąd  efektami. Ot jest wszystko co powinno być, by uwiarygodnić akcję filmu, ale nikt raczej nie zapieje z zachwytu.

Mamy już słabą fabułę, przeciętną akcję, więc ratunkiem dla filmu mogą być już tylko aktorzy. Niestety.. Ci raczej wbijają deskę do trumny. Prym wiedzie człowiek o stalowej twarzy Christian Bale(czemu grał rebeliantów a nie roboty?), obok niego kuleje Anton Yelchin.

Wychodzi na to, że najlepszym elementem serii był Arnold... Teraz gdy już osobiście się w niej nie pojawia, pozostaje terminatora omijać z daleka.

Ocena: 2/5

 

wtorek, 29 czerwca 2010
Dan Ariely - Potęga irracjonalności

Potęga irracjonalnościPotęga irracjonalności nie jest książką, którą sam zdjąłbym z półki w księgarni. Nie lubię wszelakich poradników, które uczą jak żyć i być  szczęśliwym. Jednakże ta książka została polecona mi przez dobre źródło :) więc mimo zniechęcającego podtytułu nie stawiałem oporów tylko zacząłem czytać.

Publikacja nieznanego mi do tej pory profesora ekonomii behawioralnej Dan-a Ariely-ego okazuje się nie być podręcznikiem mówiącym co  zrobić, aby podejmować w życiu dobre decyzje, ale jest raczej zapisem eksperymentów wykonywanych przez autora i odniesieniem ich skutków do zasad klasycznej ekonomii.

Książkę czyta się ciekawie. Opisane w niej doświadczenia są na tyle interesujące, a ich wyniki zaskakujące, że mamy cały czas ochotę czytać dalej i dowiadywać się więcej. Dodatkowo wszystko zostało przedstawione w przejrzystym i prostym językiem, tak że znajomość żadnej z dziedzin ekonomii nie jest potrzebna do jej lektury.

Dzięki książce dowiemy się jakie czynniki poza ceną i jakością mogą  wpływać na nasze decyzje o zakupie, jakie czynniki decydują o postrzeganiu przez nas różnych rzeczy. W przeciwieństwie do poradników nie są to banały, które każdy z nas zna, ale czynniki, które prawdopodobnie większości osób uznałaby za zupełnie niezwiązane z naszymi decyzjami i zachowaniami.

Oczywiście można wyciągnąć z tych informacji wnioski i starać się dzięki nim podejmować lepsze decyzję, ale książka wcale nie namawia do tego, ot miejscami sugeruje taką możliwość. Cały czas utrzymuje się więc konwencja relacji z eksperymentów,a zatem nawet jeżeli ktoś tak jak ja, nie zamierza zmieniać swojego życia może swobodnie sięgnąć po nią, tylko po to, aby przeczytać parę niesamowitych faktów o czynnikach wpływających na zachowanie ludzi w społeczeństwie.

Ocena: 4/5

poniedziałek, 21 czerwca 2010
Metropia (2009)

Metropia - PlakatMetropia - film animowany powstały przy współpracy artystów ze Szwecji, Danii, Norwegii i Finlandii. Iście europejska produkcja przedstawiająca ponurą wizję starego kontynentu, na którym skończyły się wszystkie paliwa kopalniane.

Wizja przyszłości przedstawiona w Metropii jest bardzo mroczna i czujemy to już od pierwszych minut filmu. Cała animacja utrzymana jest odcieniach szarości, a jeżeli pojawiają się na ekranie jakieś kolory, to są mocno przytłumione.

Wszystkie postacie są przerysowane w kierunku brzydoty. Nawet osoby, które w filmie uważane są za piękne, przedstawione są w karykaturalny sposób. Dodatkowo szpetotę postaci uwydatnia ich podobieństwo do prawdziwych ludzi, animacja powstała bowiem poprzez cyfrowe przetworzenie zdjęć, a następnie zaanimowanie tak powstałych aktorów. Widzimy więc groteskowych bohaterów, podobnych do ludzi nas otaczających, ale o nienaturalnych proporcjach,mocno uwydatniających brzydotę.

Ponury świat i brzydkie postacie zostały wykorzystane do opowiedzenia smutnej i przytłaczającej historii, choć z małą nutką happy endu. Opowieść nie jest niestety tak oryginalna jak animacja, ale wciąga nas wystarczająco i dobrze pasuje do klimatu filmu.

Pomimo takiej ilości szpetoty w filmie samą animację ogląda się z przyjemnością. Technika, której użyto gwarantuje coś nowego, czym jesteśmy zaciekawieni i z przyjemnością się temu przyglądamy. Dodatkowo postacie, jak i świat są mocno szczegółowe. Jest to najmocniejsza część filmu i dla fanów animacji film powinien być zdecydowanie pozycją obowiązkową. Jednakże osoby, które nie szaleją za filmami tworzonymi za pomocą komputera (choć czy istnieją jeszcze filmy nie tworzone za jego pomocą?) również powinny znaleźć coś dla siebie. Bo mimo iż historia wtórna, to ma swoje smaczki i ogląda się ją z zaciekawieniem, a sam film zmusza do zastanowienia i pewnych przemyśleń.

Ocena: 4/5

czwartek, 17 czerwca 2010
Jacek Piekara - Miecz Aniołów

Okładka: Miecz AniołówOstatnio często słyszałem opinie, że Jacek Piekara jest kolejnym objawieniem polskiej fantastyki, więc postanowiłem sprawdzić te doniesienia osobiście. Zupełnie przypadkowo jako obiekt doświadczalny wybrałem zbiór opowiadań o niejakim Mordimer Madderdinie, do którego to zachęcił mnie opis z tyłu książki mówiący o świecie, w którym Jezus nie umarł na krzyżu: lecz zszedł z niego i ukarał swych wrogów. Jak dla mnie ciekawa koncepcja.

Świat przedstawiany w książce opisany jest sugestywnie i konsekwentnie. Szybko wsiąkamy w jego realia i z przyjemnością poznajemy jego szczegóły. Niestety zapowiedź Jezusa schodzącego z krzyża z mieczem w dłoni jest dość buńczuczna, bowiem odnosiłem wrażenie, że świat Mordimera mógłby wyglądać tak samo, nawet gdyby Chrystus tradycyjnie na krzyżu skonał.

Wszystkie opowiadania zamieszczone w książce traktują o Mordimerze Madderdinie i tworzą kontynuujący się ciąg wydarzeń. Prawdopodobnie więc oprócz fabuły z poszczególnych opowiada istnieje jakiś  większy zamysł,  który łączy je wszystkie i tworzy jeszcze jeden spójny wątek, niestety na podstawie jednej książki nie udało mi się tego dostrzec.

Jeżeli chodzi o poszczególne opowiadania, to są na dość równym poziomie, niestety nie najlepszym. Autor ma tendencję do niepotrzebnego przeciągania swoich utworów, co mocno je psuje. Doskonałym przykładem jest pierwsze opowiadanie z książki. Stajemy przed interesującą intrygą, którą z chęcią śledzimy. Niestety dość szybko dochodzimy do rozwiązania tajemnicy historii. Wiemy już kto jest zły, kto kogo zabił itp. Niestety opowiadanie ciągnie się dalej opisując kolejne wydarzenia, które niczego ciekawego do fabuły już nie wnoszą, ale za to nudzą czytelnika. Całe wcześniejsze dobre wrażenie jest psute przez ten ciągnący się koniec. Schemat ten powielany jest we wszystkich kolejnych opowiadaniach.

Kolejnym czynnikiem psującym wrażenie z lektury są powtórzenia. Co chwila w opowiadaniach spotykamy wzmiankę, jak to nasz główny bohater jest w stanie coś zrobić dzięki nauce " w naszej przesławnej Akademii".

Na koniec należało by jeszcze wspomnieć o bardzo naturalistycznym opisie tortur zawartym w jednym z opowiadań. Fani gore powinni być ucieszeni.

Pomysł na świat jak i jego przedstawienie wydają się bardzo ciekawe. Niestety wrażenie psuje nieumiejętne wykorzystanie formy jaką są opowiadania, oraz drobne niedociągnięcia.

Ocena: 2,5/5

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 12
Tagi