Kategorie: Wszystkie | Animacja | Czekamy na... | Do obejrzenia | Film | Książka
RSS
poniedziałek, 18 stycznia 2010
Boy Culture 2006

Boy CultureBardzo dobrze jest mieć dobrych znajomych. Jedną z mniej kojarzonych korzyści ich posiadania jest to, że czasem polecą jakiś film. Film, który został stworzony przez zupełnie nieznane studio, niegrany w Polsce... praktycznie niemożliwy do trafienia przypadkiem, a jakże wart obejrzenia.

To że film nie pochodzi z żadnej dużej wytwórni widać  już od samego początku. Trochę inne ujęcia, trochę gorszej jakości dźwięk. Trochę inna gra aktorów, mniejsza przestrzeń. Jednakże ta inność nie jest wadą. Tworzy ona specyficzną atmosferę filmu, która razem z narracją prowadzoną przez głównego bohatera tworzy trochę taki książkowy klimat ( film jest oparty na opowiadaniu Matthew Rettenmund o tym samym tytule).

Główny wątek opowieści nie jest mocno oryginalny, ale za to realia w których jest osadzony (środowisko gejowskie) czynią z tego filmu opowieść o całkowicie odmiennym charakterze. Inaczej wyglądają problemy bohaterów, inne pojawiają się konflikty, więc mimo iż opowieść wydaje nam się już trochę znana, to oglądamy jednak coś nowego.

Film klasyfikowany jest jako dramat. Czemu ? Zupełnie nie rozumiem. Są w filmie oczywiście chwile, gdy jest źle, współczujemy bohaterom.. ale to jest też cecha każdego romansu, i tak właśnie bym ten film określił. W dodatku romansu trochę bajkowego.

Wspomniałem już, że gra aktorów jest inna. Ale jest przyjemnie inna. Pasująca do całości obrazu, a dodatkowo wielbiciele/wielbicielki męskich ciał będą też mieli na co popatrzeć.

Film dla mnie był bardzo pozytywnym zaskoczeniem. Często niszowe produkcje stają się dziełami mocno niszowymi, poprzez swą jakość jak i przedstawiane historie. Tu mamy coś co każdy może obejrzeć i dodatkowo wynieść coś  z seansu.

Ocena: 4-/5

Ps. Ocena może być zawyżona z powodu jednego z głównych bohaterów ;)

niedziela, 17 stycznia 2010
500 Dni miłośći (500 days of Summer 2009)

500 Dni miłośćiTytuł filmu sugeruje, że mamy do czynienia z jakimś dramatem miłosnym, romansem, lub komedią romantyczną. Na szczęście film jest na tyle oryginalny, że całkowicie nie pasuje do żadnych z tych określeń, choć trochę z każdego z tych gatunków w nim znajdziemy.

Film jest nietypowy, choć przedstawiona w nim historia jest banalna i maglowana przez różnych twórców od początku istnienia kina. Jednakże twórcom (tu szczególne brawa dla scenarzystów: Scott Neustadter i Michael H. Weber ) udało się przedstawić historię od innej strony, otóż zamiast kolejnych wydarzeń obserwujemy zestawienie wybranych dni w których tytułowa miłość się rozgrywa. Możemy więc najpierw zobaczyć scenę poznania z 1 dnia, by za chwilę skonfrontować ją ze sceną kłótni z jakiegoś dużo późniejszego dnia. Pozwala nam to spojrzeć zupełnie inaczej na romans, który rozwija się między bohaterami. Trzeba przyznać, że zestawienie scen zostało dobrane bardzo dobrze i pozytywnie wpływa na zaciekawienie obrazem.

Mimo iż pewne wnioski na temat zakończenia się filmu możemy wyciągnąć z jego tytułu i początkowych scen, to dzięki temu, że widzimy tylko wybrane sceny, nie maleje nasze zaciekawienie obrazem. Trzeba też napisać iż sceny są  ciekawe i często mocno humorystyczne. Zestawione też w taki sposób, że czasem rozumiemy przeszły obraz dopiero po obejrzeniu kolejnej sceny.

"500 dni miłości" nie nudzi. Sceny są ciekawe, pojawiają się wątki humorystyczne, ale mimo to nie wciąga też bardzo mocno. Historia mimo iż jak wspomniałem pokazana oryginalnie, to jednak w dalszym ciągu oklepana i chyba nie wiele wnosząca do świadomości widza (no może dla osób, które dopiero poznają czym jest miłość dzieło to może okazać się jakimś zaskoczeniem). Film można określić jako porządnie zrobione dzieło.

Ocena: 3,5/5

sobota, 09 stycznia 2010
Jednooki potwór (One-Eyed Monster 2008)

Jednoki potwór - plakatJednooki potwór jest komedią - horrorem z bardzo oryginalnym poczuciem humoru i mocno.. głupią fabułą. Jedną z głównych gwiazd tego dzieła jest Ron Jeremy, jednakże nie jest to film w jakich gra On na co dzień. Sądzę jednak, że wystarczy spojrzeć na plakat, skojarzyć Ron-a i można otrzymać ogólny obraz jakości filmu.

Pomimo iż filmie występują "profesjonalni" aktorzy, tacy jak Ron, to gra aktorska jest strasznie słaba. Widać nie potrafili się oni odnaleźć w rolach, w których trzeba wypowiadać aż tyle słów. Cały czas towarzyszy nam odczucie sztuczności i wymuszoności, niezależnie czy słyszymy prosty dialog, czy jakaś "gwiazda" próbuje udać emocje.

Muzyka.. chyba jakaś była.. na pewno nie przeszkadzała, trochę czasem dawała się we znaki słabsza jakość dźwięku.

Muszę jeszcze podsumować najważniejszą część filmu.. czyli fabułę. Ta jak wspomniałem wcześniej jest głupia i w żaden sposób nie wciąga, ani nie fascynuje widza. Ponieważ pewnie i tak nikt tego filmu oglądać nie zamierza, to wyjątkowo pozwolę sobie na krótki spojler (UWAGA SPOILER!)

Otóż do domku w górach przybywa grupa ludzi w celu nakręcenia filmu pornograficznego. Jedną z głównych gwiazd filmu jest Ron, który w międzyczasie zostaje trafiony jakimś dziwnym obiektem kosmicznym. Podczas kręcenia namiętnej sceny z Ronem, jego członek odrywa się od ciała swojego właściciela i zaczyna mordować wszystkich przebywających w domu.

Należy jeszcze napisać ,że autorzy scenariusza starali się aby w filmie znalazły się elementy parodystyczne w stosunku do innych produkcji filmowych, jednakże nie wyszło to najlepiej.

Podsumowując: Film jest głupi z bardzo słabą grą aktorską. Pomysł na fabułę jakiś był i może jest jakaś część osób, która zostanie nim rozbawiona.

Ocena: 1/5

środa, 30 grudnia 2009
Avatar 2009

Avatar PlakatAvatar już dawno atakował nas zwiastunami pełnymi komputerowej grafiki i szybkiej akcji i Jamesem Cameronem, czyniąc nadzieje, że będziemy mieli okazję obejrzeć interesujące dzieło, przedstawione bardzo ładnie. Nadszedł czas weryfikacji tych obietnic i muszę przyznać, że film wywiązuje się z nich całkiem dobrze.

Elementem, o którym jest najgłośniej jest renderowana grafika. Postacie, otoczenie... prawie wszystko jest w tym filmie utworzone cyfrowo, a że film trwa 165 minut mamy dużo czasu by na to wszystko się napatrzeć, a patrzeć naprawdę warto.

Postacie, środowisko, pojazdy.. wszystkie elementy tego świata zostały wykonanie niemalże perfekcyjnie. Wszystko zdaje się do siebie pasować i być na miejscu. Oglądając animację, wierzymy, że taka istota faktycznie istnieje i  właśnie tak się porusza, że żyje w tym miejscu. Jest to zasługa wspomnianej wcześniej bardzo dobrej animacji, ale również doskonałego nakreślenia świata, który mimo bajkowości zdaje się być realny.

Niektóre sceny filmu są po prostu piękne i chętnie byśmy je popodziwiali, ale nie ma na to czasu. Akcja filmu mknie do przodu i aby za nią nadążyć, nie można się zatrzymywać. Cały czas coś się dzieje, coś zmienia. Bieg wydarzeń wciąga całkowicie. Dawno nie byłem na (prawie) 3 godzinnym filmie, na którym ani razu nie zerknąłem na zegarek.

Oprócz akcji istotną częścią filmu, która wymusza skupienie jest fabuła. Ta jest tutaj oryginalna i intrygująca. Z zaciekawieniem śledzimy wydarzenia na ekranie i zastanawiamy się co będzie dalej, niestety do pewnego tylko momentu. Później przekraczamy granicę tajemnicy i już wiemy dokładnie, jak film się skończy, na szczęście mimo to dalej jesteśmy przykuci do ekranu.

Choć historia oryginalna i ciekawa, to niestety nie udało się jej uniknąć typowych dla amerykańskich filmów oklepanych etosów i wielkiej walki dobra. Po mimo ciekawego otoczenia w głębi tkwi typowy amerykański film.

Avatar jest na tyle dobrym filmem, że po jego obejrzeniu zastanowimy się chwilę nad postępowaniem ludzi i ich charakterem. Szkoda jednak, że autory nie zdecydowali się na zapewnienie nam większej refleksji i wszystkie postacie w filmie są czarne bądź białe.

Film bardzo mi się podobał. Jest jednym z lepszych filmów fantasy, jakie oglądałem. Fabuła jest interesująca, obraz godzien podziwiania, szkoda tylko, że nie pokuszono się o głębsze drugie dno.

Ocena: 4,5/5

 

sobota, 12 grudnia 2009
House 2007

House 2007 Plakat

Tytułowy dom jest częstym tematem horrorów, przez co trudno oczekiwać oryginalności od filmu o takim tytule, jednakże zawsze może to być film, który czymś widza będzie mógł przyciągnąć.

Dla mnie pierwszym zaskoczeniem podczas oglądania filmu byli aktorzy. Otóż film jest produkcji Polsko-Amerykańskiej i w filmie zobaczymy m.in. Pawła Deląga i Weronikę Rosati. Nie są to jednak role, którymi się będą szczycili w przyszłości i na ekranie widzimy ich około 5 minut.

Kolejnym zaskoczeniem była bardzo słaba gra aktorów i jeszcze słabsze dialogi. Kwestie wypowiadana przez filmowe postacie brzmią sztucznie i strasznie sztampowo, a na dodatek wypowiadane są tak, jakby aktorów ktoś zmusił do ich mówienia (może zdawali sobie sprawę z jakości scenariusza i w ten sposób wyrażali swoją niechęć ?). Sam rys postaci również jest nieudany. Wszyscy bohaterowie są sztuczni i mocno stereotypowi.

 

Mamy więc nieciekawe postacie ze sztuczną grą, film może uratować już tylko interesująca fabuła. Niestety nie uratowała.. pogrążyła go jeszcze bardziej. Scenariusz jest nudny jak flaki z olejem, wydarzenie przewidywalne, a próby wywołania klimatu mroku i zagrożenia – śmieszne.

Film nie ma w sobie niczego co mogło by skłonić widza do jego obejrzenia, za to ma mnóstwo rzeczy, które zniechęcają. Ja czasu poświeconego na film nie uznaje za stracony tylko dzięki dobremu towarzystwu, w którym ten film udało mi się obejrzeć.

Ocena: 1/5

środa, 25 listopada 2009
Wątpliwość (Doubt 2008)

Wątpliwość plakatFilm wydawał mi się bardzo ciekawą pozycją. Adaptacja sztuki, w rolach głównym Meryl Streep, a opinie krytyków pozytywne. Miałem jedynie obawy, że film może się okazać nudny, ale zupełnie niepotrzebnie.

Historia dość oryginalna i z tematyką niemalże na czasie, jednakże nie to czyni z "Wątpliwości" ciekawy film. Największym atutem jest właśnie "wątpliwość", która przeplata się przez cały film i intryguje widza, zmuszając go również do własnych wydarzeń. Nie możliwe jest obejrzenie filmu i niezastanowienie się nad przedstawionymi wydarzeniami w celu wyeliminowania niejasności. A wszystko to dzięki bardzo dobrze poprowadzonej akcji i godnej uwagi grze aktorów.

Film praktycznie tworzą trzy postacie:
Siostra Aloysius Beauvie - Meryl Streep
Ojciec Brendan Flynn - Philip Seymour Hoffman
Siostra James - Amy Adams

i spisują się doskonale.

Niewielka, stara szkoła, zakonnice, ksiądz.. klimat filmu jest bardzo intrygujący i wciągający, choć raczej trochę depresyjny.

Wszystko ładnie się komponuje, historia, klimat, aktorzy.. jednakże zabrakło jakiejś iskry. Film ogląda się przyjemnie, zaciekawia, stawia przed widzem interesujący dylemat.. ale czegoś brakuje.. jakby coś twórcom umknęło.. co nie zmienia faktu, że film jest dobry i zdecydowanie wart obejrzenia.

Ocena: 4/5

środa, 11 listopada 2009
Diuna - Frank Herbert

Diuna okładkaDiuna jest uważana za pozycję obowiązkową dla fanów sci i fantasy, niestety ja z jej przeczytaniem czekałem dość długo, ale warto było czekać.

Jednym z największych atutów książki jest świat. Mocno tajemnicza, pustynna planeta Arrakis, gdzie największą wartością jest woda i której wszystko jest podporządkowane. Sposób ubierania, wierzenia, gesty.. wszystkie te zachowania autochtonów związane są z wodą. Tak nietypowy i dobrze dopracowany świat zdarza się rzadko. Duża przyjemność daje samo jego odkrywanie.

Oprócz ciekawego świata mamy również intrygującą sytuację polityczną. Występują bowiem wielkie rody, Imperatora, jakieś tajemnicze stowarzyszenia, wszyscy mają własne interesy i cele.. siatka intryg przeplata się gęsto i jest niezwykle intrygująca i trudna do przewidzenia. Nie grozi nam, że w połowie książki będziemy wiedzieli jak to wszystko się skończy. Dodatkowo sytuacja co chwila ulega niespodziewanym zmianom.

Pojawia się w "Diunie" również wątek przewidywania i zmiany przyszłości, który swoim przedstawieniem całkiem mnie zainteresował. Wydaje się być jedną z bardziej sensownych koncepcji, jakie wymyślali autorzy powieści sci.

Książkę czytałem w przekładzie pana Marka Marszała i tłumaczenie jest bardzo dobre. Nie spotkamy żadnych dziwnych tłumaczeń sformułowań jak "Wolanie", "obezwładnik", które występują w przekładzie Pana Łozińskiego. Językowo więc też jest bardzo dobrze.

Książka zdecydowanie zasługuje na miano kultowej, szczególnie że gdy powstawała nie miała wielu wzorców do naśladowania. Należy jeszcze wspomnieć, że jak na staruszkę nie straszy nas żadnymi dziwnymi wymysłami futurystycznych technologi, które teraz uznalibyśmy za śmieszne. Tak więc czyta się bardzo dobrze. I za te wszystkie zalety zasługuje na wysoką ocenę:

Ocena: 4,5/5

 

niedziela, 01 listopada 2009
Bękarty wojny (Inglorious Bastards 2009)

Bękarty wojnyNa Bękarty wybrałem się bo Tarantino, w kinie okazało się, że faktycznie TARANTINO. Czyli akcja, humor, brutalność, czasem wręcz epatowanie przemocą i coś jeszcze. Coś co nad filmem każe się zastanowić na chwilę, pomyśleć.

Film zaczyna się spokojną i bardzo klimatyczną rozmową niemieckiego oficera z francuzem. Dokładne zadbanie o szczegóły takie jak gesty, akcenty, akcesoria czyni tę scenę niemalże doskonałą, a późniejsze obrazy w filmie nie odbiegają wiele od tego schematu, więc niesamowity klimat towarzyszy nam przez cały film.

Akcja dzieje się w okupowanej Francji. Niemców jest dużo, strać z nimi też całkiem sporo, a każde spotkanie Bękartów z hitlerowcami to pokaz brutalności, ale również doskonałego kina akcji. Krew leje się gęsto, ale nie możemy oderwać oczu od ekranu.

Jak na Quentinowską produkcję przystało, również tutaj znajdziemy sceny pełne ironicznego, czarnego humoru, który doskonale pasuje do klimatu filmu.

Obowiązkowo należy wspomnieć też o obsadzie aktorskiej. Jedna z głównych ról została powierzona Brad-owi Pitowi. Nie jest to aktor, którego zbytnio cenie, ale muszę teraz pochylić przed nim czoła, bowiem stanął w pełni na wysokości zdania. Doskonale wpasował się w rolę, a jego wypowiedzi z udawanym południowo-amerykańskim akcentem mogę słuchać w kółko. Pozostali aktorzy również wypadają dobrze. Postacie wydają się autentyczne i pasują doskonale do filmu. Nikomu nie można zarzucić sztuczności i nieautentyczności. Należy zwrócić tu jeszcze uwagę na postać Hansa Landy, granego przez Christoph Waltz. Kreacja postaci również genialna.

Na sam koniec jeszcze jeden smaczek. Otóż mimo elementów komediowych (całkowicie przerysowana postać Hitlera), całkowitego nietrzymania się faktów historycznych i dodawania elementów niemalże fantastycznych filmowi udaje powiedzieć się nie co o tym jaką tragedią była II Wojna Światowa i jak cierpieli podczas niej ludzie, a także w jakich trudnych sytuacjach byli stawiani.  Jednakże obawiam się trochę, że teraz Amerykanie będą myśleli, że wojna wyglądała tak, jak przedstawił ją Tarantino.

Gdy wyszedłem z kina, byłem oniemiały. Wszystkie przytoczone wyżej zalety wprawiły mnie niemalże w euforię. Mimo iż film nie jest za głęboki, to jest doskonały, wszak każdemu przyda się porcja rozrywki. Bezsprzecznie jest to jeden z najlepszych filmów jakie widziałem. Polecam.

Ocena: 5/5

Ach.. na koniec link do filmiku z akcentem porucznika Aldo Raine

czwartek, 22 października 2009
Dystrykt 9 (District 9)

Dystrykt 9 PlakatNajwiększym minusem tego filmu jest jego trailer, który o mało nie zniechęcił mnie do obejrzenia filmu, na szczęście ciekawość "Jak wygląda nie typowy film o kosmitach" zwyciężyła.

Z pewnością o tym filmie można powiedzieć, że jest nietypowy. Fabuła, w której kosmici w cale nie próbują podbić ziemi, zniszczyć ziemi, urządzić na ziemi polowanie z pewnością zasługuje na uznanie. Oprócz oryginalności fabuła posiada splot wydarzeń, który przyciąga widza do ekranu. Nie jest zbyt przewidywalna (choć niestety paru typowych amerykańskich stereotypów nie udało się uniknąć) i wciąga. Aby film był jeszcze bardziej oryginalny, duża jego część została nakręcona w formie reportażu, co nie oznacza jednak, że w filmie zabrakło akcji. Twórcą niemalże perfekcyjnie udało się przepleść głębsze treści ze strzelaninami.

Na pochwałę zasługuje również część wizualna filmu. Kosmici wyglądają wystarczająco obco ;), ich ruchy i zachowania nie przeczą ich anatomii, nie mamy wrażenia że coś tu do siebie nie pasuje. Jedynie w sprawie inteligencji przybyszów pozostaje pewna nieścisłość, ale jest to zagadnienie, które celowo zostało w ten sposób skonstruowane,  jednakże pewne pytania same cisną się na usta.

W filmie pojawiają się też efekty specjalne w formie wybuchów i pojazdów obcych. Te również zostały zrealizowane w taki sposób, że nie obrażają inteligencji widza i jednocześnie się podobają. Jest wręcz parę akcji, dla których warto jest ten film zobaczyć w kinie.

Ścieżka dźwiękowa jest bez zarzutu. Odgłosy obcych wydają się całkowicie do nich pasować, a muzyka dobrze podkreśla akcję.

Dystrykt 9 jest zdecydowanie jednym z lepszych filmów jakie ostatnio oglądałem i z pewnością wart jest polecenia każdemu fanowi fantasy. Oprócz ciekawej i oryginalnej fabuły film pokazuje znane od dawna ludziom problemy z trochę innej strony. Umożliwia ujrzenie naszych zachowań w innym świetle.

Ocena : 4,5/5

niedziela, 20 września 2009
9 (Nine 2009)

Nine plakat"Dziewięć" jest filmem, na który długo czekałem. Wydawało mi się iż będzie to coś wartego obejrzenia, wszak jednym z jej producentów jest niejednokrotnie przeze mnie na blogu  hołubiony Tim Burton, a film z dawał się posiadać klimat podobny do jego produkcji.

Klimat, który ma tworzyć film rzeczywiście nie jest lekki. Świat po wojnie, jakieś cienie, dymy, dziwne maszyny, a na ulicach można dostrzec zwłoki. Brzmi ponuro. W środku tego otoczenia nasi bohaterowie, czyli lalki (robociki?) z własną walką o przeżycie.

Brzmi to wszystko bardzo interesująco i ciekawie, ale już po tym wstępie pojawia się ale.... Film zaczyna się nie wprowadzając zbyt szczegółowo w świat. Nagle pojawia się bohater i akcja zaczyna gnać galopem.. i ten właśnie galop jest dla mnie największym minusem filmu. Wszystko dzieje się bardzo szybko i nie chodzi mi tu tylko o wyczyny bohaterów, ale również o przebieg samej akcji. Bohater, który dopiero co został powołany do życia, trafia do jakiejś społeczności, od razu się buntuje... tylko dla czego ?

Film ma wiele niedopowiedzeń, typu :"Tam nie chodzimy". Ma to budować klimat, ale niestety niedopowiedzenia powiązane z galopem powodują, że momentami mamy wrażenie, że ktoś nam z filmu wyciął jakieś sceny.

Elementem w jakim ten film zdecydowanie nie zawiódł jest warstwa wizualna. Świat jest bardzo ładnie i klimatycznie wykonany. Faktycznie czuje się powojenny klimat. Zadbano o szczegóły typu kapiąca gdzieś woda, porozrzucane śmieci, które widz skojarzy itp.

Dużo pracy włożono w postacie bohaterów. Każda indywidualna, inna, ciekawa. Sam ich wygląd budzi ciekawość. Zdecydowanie jest na co popatrzeć.

Niestety wspomniane na wstępie oczekiwania nie zostały spełnione. Otrzymaliśmy ładnie wykonany film, z ciekawą fabułą, ale średnio wciągający widza.  Nie wiem czy zabrakło czasu, czy pieniędzy, czy też materiał filmowy okazał się za długi i trzeba było go pociąć, niestety w wyniku zamiast ciekawego filmu otrzymaliśmy ładnego średniaka.

Ocena 3/5

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 10